Impresje po Wielkiej Gali Integracji, czyli Opowieści z 1000 i jednej szatni ☺

Tak wypadałoby nazwać świat widziany z perspektywy wolontariusza w roli szatniarza na Wielkiej Gali Integracji. Nie ma co ukrywać, że z lekką dozą niepewności jechałem na galę – główne pytanie jak to będzie z tej drugiej strony lady ? Ponad 2000 osób z kurtkami w rękach ☺ vs. 9 wolontariuszy z numerkami od wieszaków☺ - mała poprawka przecież to nasza drużyna WE CAN HELP – nie tylko na koszulkach, ale i w sercu - motywacja jak u 300 ☺ wiedzieliśmy, że sprostamy wyzwaniu.

 

Dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy od szybkiego sprawdzenia terenu oraz przydzielenia poszczególnym zespołom „posterunków”. Ja zająłem pozycję na lewej flance wspólnie z Kasią. Mieliśmy w naszym królestwie ponad 200 wieszaków – szybkie ustalenie zasad zapełniania tychże i czekamy na pierwsze osoby chcące oddać w nasze ręce swoje kurtki.. Długo nie trzeba było czekać – i tu pierwsza niespodzianka – nie co dzień bowiem spotyka się oficerów BOR-u i na pewno nie co dzień negocjuje się z nimi zasady działania, a dzięki naszej roli mieliśmy taką okazję. Jak to było, bardzo proszę – poważny Pan oddaje kurtkę - jak przyszło na szatniarza odbieram odzienie, wieszam, biorę numerek by przekazać go „petentowi” – i tu Pan spojrzał na numer później na mnie i rzekł „ nie potrzebuję numerka zapamiętałem ..” hmm twardziel ☺ odpowiedź z naszej strony była szybka i zdecydowana (no prawie ☺) „niestety musi wziąć Pan numerek ponieważ bez tego nie wydamy kurtki” ☺☺ jakież było jego zdziwienie.. możecie sobie tylko wyobrazić ☺

Zaczęły zjeżdżać autokary z zaproszonymi gośćmi i poruszanie się między ladą, a wieszakiem nabrało tempa. Zapełniamy kolejne haczyki zgodnie z naszkicowanym wcześniej planem działania, ach Ci logistycy ☺☺ Koledzy w największej objętościowo części szatni wprowadzili system magazynowy czyli oznaczenia zakresów numeracji znajdujących się na poszczególnych wieszakach, pomysł przyniósł bardzo duże profity w momencie największego bumu na „proszę, to mój numerek” ☺. Ale za nim o tym, jeszcze słów kilka o efektach naszej obserwacji. Lada była czasami jakby lustrem weneckim. Bardzo ciekawym doświadczeniem było patrzenie na tłumy ludzi, które przewijały się od drzwi wejściowych do szatni później przez stanowisko z kawą: jedni czytają ulotki, kolejni rozmawiają, jeszcze inni szukają swoich sektorów. Sytuacji, których byliśmy świadkami była niezliczona ilość. Zauważani zostawaliśmy najczęściej w momencie poszukiwania miejsca, gdzie kurtkę można wymienić na zawieszkę. Po przekazaniu swoich rzeczy, ludzie jakby odbijali kolejne check –pointy ☺

Mimo, że czynność oddania swojej kurtki do szatni nie zajmuje dużo czasu i nie jest czymś niezwykłym - mieliśmy bardzo dużo okazji do porozmawiania o rzeczach przeróżnych – i tu uwaga ☺ - od krówki (takie zwierzę ☺) ta była niezwykła miała sześć nóżek „taki film przyrodniczy oglądałem i wiecie Państwo co tam było…” przez Panią, która zapytana czy ma coś cennego w torebce, którą chciała zostawić odparła „tak wiecie Państwo gdzieś tu jest robiony ręcznie sweter” czyż to nie piękne… Właśnie to są cenne w swojej bezcenności rzeczy i tym bardziej byliśmy dumni, że możemy ich strzec☺ Nasza szatnia z każdą chwilą była coraz bardziej zapełniona i nagle spojrzeliśmy na siebie, później na zapełnione wieszaki i prawie jednogłośnie powiedzieliśmy: „najgorzej jak coś spadnie na podłogę ☺☺ jak znaleźć skąd spadło ?” – na szczęście był tylko jeden taki przypadek, dodam, że niegroźny. Szybko zlokalizowaliśmy numer przypisany do pechowo zawieszonej kurtki☺ Był to kolejny raz kiedy pomyślałem, że warto było tu przyjechać - dwie osoby w zupełnie nowej roli mówiące i myślące tym samym torem ☺ Jeszcze jedna anegdota z naszych „szatnianych” przygód – otóż nie wiem czy nie wyglądam na szatniarza ? – hmm ciekawe jak wygląda typowy szatniarz ?? – niech zostanie to pytaniem otwartym ☺ - jedna z Dam wręczając mi dwie rzeczy do powieszenia - tu warto zaznaczyć, że jedna miała zawieszkę, a druga nie… nakreśliła mi instrukcję jak powiesić, żeby było idealnie, a brzmiało to mniej więcej tak: „Proszę Pana tu mam dwie rzeczy na jeden wieszak bardzo proszę, tylko niech Pan uważa jedna ma zawieszkę druga jej nie posiada. Pan się nie martwi - zrobi Pan tak, najpierw rzecz bez zawieszki później na to kurtka z zawieszką – rozumie Pan ?” oczywiście odpowiedziałem: „Tak jest Szanowna Pani☺” i udałem się w stronę wieszaka ups zrobiłem odwrotnie, ale niech to zostanie słodką tajemnicą hmm chyba, że Pani to przeczyta ☺☺ – ileż człowiek może się nauczyć☺.

Po kilkudziesięciu minutach przepływu „rzeki ludzi” od wejść głównych na halę nastał względny spokój ☺ oczywiście zdarzało się, że ktoś wychodził – a to po szalik, bo zimno, a to po papierosy „bo wie Pani zapaliłbym sobie” ooo i tu kolejny fajny obrazek z kart pamięci ☺ numer 141 ☺ pamiętamy go oboje – Szanowny Pan hmm może trzy bądź cztery razy podchodził i mówił „bardzo przepraszam, ale jeszcze nie wziąłem” warto dodać, że z każdym następnym podejściem dodawał kolejne „bardzo” więc ostatnie brzmiało mniej więcej „ bardzo bardzo bardzo bardzo przepraszam…. ☺☺” z naszej strony było to zupełnie normalne - jest numerek są rzeczy ☺ i naprawdę nie ma co się martwić , że podchodzimy piąty raz, bo to była nasza rola więc na przyszłość zupełnie szczerze – spokojnie możemy korzystać z szatni po wielokroć ☺☺ Od tegoż Dżentelmena dostaliśmy na koniec laurkę - otóż Pan pobrał rzeczy swojej rodziny, w trakcie rozmawialiśmy w sumie około 5 minut o tematach przeróżnych: trochę o historii, trochę o muzyce ☺ oczywiście Lech – Legia.. Myślę, że warto zacytować wspomnianą wcześniej laurkę „ słuchajcie to są bardzo fajni ludzie (tak – tak to o Nas☺☺), chociaż ta Pani jest z Poznania ☺☺☺” – rzekł Pan do swojej rodziny. Podczas trwania Gali naprawdę dało się wyczuć ogromną dawkę serdeczności, otwartości którą zapewne trudniej byłoby dostrzec gdybym był jednym z wielu szukających swojego miejsca, a z naszej perspektywy - My z boku, a wirujący tłum pośrodku – dało się to zauważyć. Praktycznie nie było osoby która podczas tej niby banalnej czynności, jaką jest oddawanie kurtki do szatni nie zamieniła z nami kilku słów, czy nie uśmiechnęła się – naprawdę to było bardzo fajnym uczuciem i zostanie zapamiętanym na długo doświadczeniem ☺

Jednak wraz z upływem czasu zbliżaliśmy się do końca Gali, a tym samym do wielkiego szatnianego finału – tłum wychodzący (na pewno dużo szybciej niż podczas wchodzenia) i MY wraz z ich rzeczami na wieszakach…. ☺  Otwierają się drzwi, pierwsze osoby opuszczają halę i od razu idą w kierunku szatni – numerek, kurtka, numerek dwie kurtki - idzie całkiem sprawnie. Każda chwila, więcej osób, nasza szatnia działa bardzo płynnie, koledzy ze środka zaczęli się korkować (naprawdę mieli największą ilość klientów) – wtem koordynatorka całej akcji prosi, żeby ich wspomóc, bez zastanowienia ruszyliśmy z odsieczą iiii wow nowe miejsce - nie moja szatnia, ale system ten sam zawieszka – kurtka, kurtka – zawieszka (no dobra przesadziłem zostańmy przy zawieszka – kurtka☺). Na chwilę zatrzymałem się w miejscu i przede mną około dwudziestu wyciągniętych rąk – tak, tak w każdej zawieszka – więc działamy, szybkie spojrzenie na osobę od której zabieram numerek (żeby później wiedzieć komu oddać rzeczy – tak, to jest bardzo cenna rada, jeśli kiedyś Wam się przytrafi rola szatniarza nie zapomnijcie o tym ☺☺ heh ciekawa wtedy jest chwila konsternacji i w myślach – proszę zgłoś się przecież to Twoja kurtka, a słowo Twoja ma tu znaczenie - czyja to kurtka ??☺☺)

Sekunda nabrała innego znaczenia, ilość kurtek wydawanych na minutę sięga maksimum – praktycznie biegamy między wieszakami - chłopaki jeszcze raz dzięki za oznaczenia zakresów numeracji na wieszakach (kolejna cenna rada☺). Siły rozkładają się po równo, daje się słyszeć „ u mnie poszło już wszystko” i tak szatnie robią się coraz bardziej podobne do tych, które zastaliśmy wchodząc na galę – czyli puste. Nadszedł czas na podsumowanie, ale jeszcze jedna ostatnia kurtka w naszej lewej flance (pamiętacie☺) szukamy właściciela, niby go nie ma i co tu zrobić ? Nagle widzimy osobę, która pasuję nam na właściciela ostatniej pozostawionej w szatni rzeczy iiiii jest strzał w dziesiątkę, podkreśliliśmy przyjaźnie, że „ niniejszym został Pan nominowany do pobrania ostatniej kurtki ☺☺☺” Pan również dostał owacje na stojąco od naszej ekipy – było widać pozytywne zaskoczenie. Tak sobie myślę, że też chciałbym dostać brawa w szatni ☺☺ Ostatnia kurtka wydana więc możemy wracać do domów. Jakby tu zobrazować opuszczanie przez nas budynku – wiem – kojarzycie wygrany mecz naszej reprezentacji (no dobra nie jest to częste zdarzenie ☺, ale na pewno jakiś pamiętacie). Więc schodziliśmy z naszego królestwa (szatni) jak piłkarze po wygranym meczu z murawy – trochę zmęczeni, ale dumni i pełni pozytywnej energii. Ileż było opowieści w drodze powrotnej…☺ bezcenne …☺

Koniec…. Tylko na dzisiaj, wspomnienia zostaną na bardzo dłuuugi czas, nowe doświadczenia odbiją pozytywne piętno na postrzeganiu otaczającego świata. Historii, które przeżyliśmy nie zatrze czas choćby przez to, co powyżej - nasze przygody przelane na liter kilka. Dla Nas wszystkich było to wspaniałe doświadczenie - bycie z tymi ludźmi, patrzenie na te wszystkie uśmiechnięte twarze i tu się powtórzę dostałem/dostaliśmy dawkę mega serdeczności i otwartości - ciężko znaleźć miejsce, gdzie jest jej aż tyle – Dziękujemy ☺☺ Teraz już wiem i jestem pewien - wszyscy jesteśmy tymi samymi ludźmi i niech Ci wszyscy ludzie ludziom już tylko pozytywny kreują los ☺☺☺

 

 

 

 

Author Profile: a.lukasik

This author has published 74 articles so far. More info about the author is coming soon.

Ta strona używa Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania - przeczytaj naszą politykę prywatności. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie. Zgadzam się